Ale się we Wrocławiu porobiło. Niektórzy starsi fani zapewne kojarzą końcówkę lat 80.-tych, które były dla dolnośląskiego sportu niezwykle urodzajne. Stolica Dolnego Śląska, posiadała wtedy nie tylko swoich reprezentantów w najwyższych klasach rozgrywkowych najbardziej rozpoznawalnych konkurencji sportowych, ale również z łatwością można rzec, iż w każdej z nich liderowała. Zdarzył się wszak nawet taki sezon, gdy najbardziej popularny wrocławski klub sportowy Śląsk zdobywał mistrzostwo w wielu konkurencjach jednocześnie – w 1976 roku był mistrzem w baskecie, szczypiorniaku i piłce nożnej, zajmował wysokie lokaty w podnoszeniu ciężarów, judo, pływaniu czy boksie. Tłuste okresy jednak dobiegły końca, a kto wie czy i nie bezpowrotnie. Jak sytuacja we wrocławskim sporcie ma się obecnie, każdy z pewnością zdaje sobie sprawę. Basket, jako sport mało popularny, zgromadził w TBL zespoły z małych i średnich ośrodków, dla Śląska zabrakło w niej miejsca. Oczywiście z powodu tego, iż kilka lat temu zbankrutował i od tamtej pory nikt nie chce (albo nie wie w jaki sposób) go wskrzesić. Identycznie jak z koszykarskim Śląskiem sprawa się tyczy z tym, który jest kilkunastokrotnym mistrzem kraju w szczypiorniaku. Piłkarze ręczni Śląska podzielili los koszykarzy i nie wiadomo co z nimi będzie. Siatkówka jest w mieście zupełnie nieobecna, a choć piłka nożna ciągle we Wrocławiu żyje, co to za życie… Gracze trenera Lenczyka za jego kadencji umieją tylko remisować, wcześniej za Ryszarda Tarasiewicza dostawali z każdym. Stadion na Mistrzostwa Europy jest prawie gotowy i po mistrzostwach ma służyć właśnie zawodnikom Śląska. Kłopot w tym, że jeśli dolnośląscy gracze dalej będą uderzać piłkę piszczelami, to piłkarska arena będzie służyła pierwszoligowcom. A to będzie przecież istny przerost formy nad treścią. Niedobrze się dzieje z tym wrocławskim sportem, oj niedobrze źle. Formę trzymają już chyba tylko jeźdźcy Betardu, choć i oni od dawna nie zdobyli mistrzostwa.
No comment